Legenda Chianti

Któż nie chciałby zamieszkać pod słońcem Toskanii, przeprowadzić się do starego domu z kamienia, do zmysłowej krainy winem i oliwą płynącej? Wiele osób realizuje takie marzenia, choćby w wymiarze krótkiego urlopu. Fenomen i urodę Toskanii opisuje sporo książek i filmów, w których to nierzadko bohaterem drugoplanowym jest właśnie lokalne wino. Powszechnie znane i lubiane, obecne niemal w każdej restauracji na świecie, nie tylko o popularnym profilu włoskiej kuchni. Wino, o którym mowa nazywa się chianti. Włoskie wino numer jeden? Być może. Z całą pewnością jednak jest to trunek o legendarnej sławie.

Skąd ta nazwa?

Jak w większości przypadków europejskich klasyków, mamy do czynienia z toponomastyką, czyli geograficznym charakterem nazw win. Podobnie jak Bordeaux, Barolo, czy Rioja możemy Chianti znaleźć na mapie. Przy pisowni tych “atlasowych” określeń z małej litery, będzie już chodzić o wina. Chianti jest to toskański region w środkowej Italii, nad rzeczką Greve. Centrum tego obszaru i zarazem najszlachetniejsza część winnic rozciąga się między Florencją a Sieną, dlatego w systemie apelacji jest wyróżniona przymiotnikiem classico. To tu znajdują się takie miejscowości jak Greve in Chianti, Gaiolina in Chianti, otoczone wzgórzami, które porastają winnice i gaje oliwne, poprzecinane tylko alejami wysmukłych cyprysów. Ten urokliwy pejzaż wykracza poza granice apelacji Chianti Classico DOCG, obejmuje też większy obszar podstawowej apelacji Chianti DOCG. Nie koniec na tym rozróżnieniu, bo jest jeszcze grupa dalej położonych miast, które chcą swoje produkty skąpać w blasku sławnego imienia: i tak na przykład obok Arezzo jest podregion Chianti Colli Aretini a obok Pizy Chianti Colline Pisane.

Wzloty i upadki

Nie zawsze jednak gwiazda chianti świeciła równie mocnym światłem sławy. Odkąd książę Kosma III z rodu Medyceuszy w 1716 roku wyznaczył po raz pierwszy obszar produkcji wina o nazwie chianti wiele się w historii regionu wydarzyło. Można powiedzieć, że to były wzloty i upadki, łącznie z najnowszą historią powojenną, kiedy komercjalizacja produkcji sięgnęła dna jakościowego. Butelka taniego chianti, pakowana w charakterystyczny koszyczek o włoskim brzmieniu fiasco, była typową pamiątką z Toskanii, a przy tym autentycznie fiaskiem… Wtedy narodziła się nawet dla przeciwwagi przereklamowanej nazwy idea produkcji ambitnych win poza apelacją, lub z pominięciem jej wymogów, nazwanych później supertoskanami. Obecnie mamy do czynienia znowu z renesansem chianti, również dzięki większej dowolności stylistycznej. Producenci mogą produkować wina kupażowane na bazie sangiovese, niekoniecznie jak dawniej z białymi gronami malvasia, lub odmianowe, nawet 100% z sangiovese. Te ostatnie zwłaszcza robią karierę, prezentując siłę i elegancję najlepszej odmiany środkowych Włoch.

Z kogutkiem, czy bez kogutka?

Dla wielu sympatyków Toskanii wskazówką jakości chianti jest legendarny gallo nero, czyli niewielki rysunek czarnego koguta na butelce. Nie jest to jednak oznaczenie klasyfikacyjne tylko symbol przynależności do stowarzyszenia winiarzy Consorzio del Marco Storico Chianti Classico. Pochodzenie tego znaku wiąże się z legendą opisującą rozwiązanie sporu o winnice toczonego między Sieną i Florencją. O pierwszym pianiu koguta mieli wyjechać konno jeźdźcy z obu miast, by w miejscu spotkania wyznaczyć losowo granicę. Czarny i chudy kogut z Florencji wstał wcześniej rankiem, niż jego biały i dobrze odżywiony kuzyn w Sienie. Wiadomo kto zyskał. Większość producentów chce więc promować się pod szyldem czarnego koguta, w tym również wielu wybitnych. Co nie oznacza, że wśród butelek bez kogutka nie znajdziemy znakomitych chianti classico. Warto zatem szukać!

Marcin Zatorski