Nie tylko sylwester! Czyli kiedy pić bąbelki


Podniosłe chwile czy ważne uroczystości, zwykło się celebrować wznosząc toast winem musującym. To powszechny obyczaj, który jak zdawać by się mogło, jest zupełnie niegroźny. Stawia on jednak w niekorzystnej sytuacji szampana oraz jego tańsze, a niekoniecznie gorsze odpowiedniki. Nadaje mu bowiem krzywdzącą etykietkę trunku okolicznościowego, przez co można przeoczyć jego urodę i walory na co dzień.

Eksperci nie od dziś przekonują, że nie ma bardziej uniwersalnych win nad musujące! Pasują do najrozmaitszych potraw, a równocześnie pozostają wzorcowym aperitifem, do popijania bez jedzenia. Zawsze zachwycają lekkością, są pijalne, a przy tym potrafią zaskoczyć głębią, ciężarem i złożonością. Kiedy zatem najlepiej sięgać po szampany? Otóż najtrafniej odpowiedziała Lily Bollinger, jedna ze sławnych wdów, które zbudowały potęgę marki szampańskiej w świecie: „Tak się bowiem nietypowo złożyło w historii tego prestiżowego regionu, że oprócz Dom Perignona najważniejsze postaci to kobiety”. Parafrazując zatem wypowiedź Lily: warto sięgać po bąbelki przez cały rok, w radości i smutku, wieczorami i przed południem, samotnie i w towarzystwie, na co dzień bez okazji i od święta, sylwestra nie pomijając!

Nie wszystko szampan co musuje

Oczywiście oficjalnie szampan, niczym król, jest tylko jeden: francuskie wino musujące, pochodzące z apelacji AOC Champagne, zgodnie z jej wymogami wytwarzane metodą tradycyjną. Jak wiadomo taki luksus kosztuje niemało. Na szczęście dla konsumentów wina produkowanego tą metodą powstają w wielu miejscach na świecie – nie wyłączając samej Francji. Wystarczy „tylko” posiąść skomplikowaną technikę wtórnej fermentacji w butelce i zapewnić sobie odpowiednie wino bazowe. Mimo że prawdziwego szampana nic nie zastąpi, to jednak jego odpowiedniki mogą stać na bardzo wysokim poziomie. Na marginesie warto wspomnieć, że polska praktyka językowa charakteryzuje się dużą skłonnością do stosowania wyrazów odimiennych, czyli eponimów, usprawiedliwia powszechne używanie słowa „szampan” na określenie każdego wina musującego. A za tym kryć się mogą wina hiszpańskie, włoskie czy niemieckie, a nawet z drugorzędnych krajów winiarskich. Nie sposób wymienić wszystkich, ale wypada wspomnieć o pan-hiszpańskiej a kojarzonej głównie z Katalonią tradycji wina cava, choćby ze względu na znakomitą relację jakości do ceny. Dalej o droższych, acz bardzo eleganckich „szampanach” z południa Anglii (sic!) lub lombardzkiej apelacji Franciacorta – jedne i drugie o lokalnym zasięgu. Przystępnych, choć nie tanich przykładów znajdziemy wiele w Niemczech, Austrii, na Węgrzech czy Morawach, a nawet w niszowej, rodzimej produkcji. Zamykając krąg wracamy do Francji, by dobrze zapamiętać nazwę “cremant”, opisującą wina spoza Szampanii, przygotowane metodą tradycyjną. Dolina Loary, Alzacja i Burgundia to ich główne źródła.

Przechowywanie

Skoro klasycznych “bąbelków” jest na świecie tak duży wybór, a do tego warto po nie sięgać jak najczęściej, to pozostaje tylko podpowiedzieć, jak należy je przechowywać i serwować. Po pierwsze i najważniejsze trzeba je mocno i długo chłodzić. Idealne warunki zapewnia specjalistyczna chłodziarka do wina, w której butelki można umieścić w odpowiedniej strefie termicznej (z reguły będzie to dolna półka) ustawiając wcześniej temperaturę w najniższym zakresie, czyli około 5°C. Tak niska temperatura jest również optymalna dla serwisu większości bąbelków, poza najwybitniejszymi, starymi winami rocznikowymi, którym bardziej służy zakres od 6 do 8°C. Wtedy możliwe jest gładkie i bezgłośne otwieranie szampana gołymi rękami. Minimalny czas schładzania szampana to doba, a po dłuższym transporcie nawet kilka dób. Chłodziarka gwarantuje nie tylko stałą i właściwą temperaturę, ale też niezbędny dla bąbelków spokój i bezpieczeństwo. Podobne urządzenie zapewnia przefiltrowane powietrze oraz minimalizowanie wstrząsów czy wibracji, dzięki zastosowaniu filtra węglowego i specjalnego, wyciszonego kompresora. Spokojnie można zatem zainwestować w większy zapas win oraz zadbać o właściwie warunki ich przechowywania. Obco i śmiesznie będą brzmieć wtedy mrożące krew w żyłach historie o zmarnowanych szampanach, które wkładane „tylko na chwilę” do zamrażarek niespodziewanie eksplodowały. Warto pamiętać, że każde schładzanie bąbelków “na szybko” jest półśrodkiem.

Marcin Zatorski